Wakacyjne lektury - Niesamowita słowiańszczyzna
Czytam sobie ostatnio Słowiańszczyznę Marii Janion. Znalazłam tam kilka interesujących wątków, jak gdyby Janion wydobyła - czy zwerbalizowała wątpliwości, które zawsze mnie nękały. Pierwszy z nich to pytanie, czy obrządek łaciński zaszczepiono na gruncie pogańskim, czy może, tak jak w Wlk. Brytanii, chrystianizacja następowała wielotorowo, a “przebojowość” kościoła niemieckiego sprawiła, że inne obrządki - jak ten zaprowadzony przez Cyryla i Metodego - zostały bezlitośnie wyrugowane.
Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego zostało tak mało materiałów piśmienniczych, czy w ogóle jakichkolwiek dowodów na istnienie religii przedchrześcijańskich na ziemiach Słowian. Nie ma podań, legend, bajek, nie ma zapisków mnichów zafascynowanych “innością”, jak w przypadku chrystianizacji Brytanii.

Externsteine - zachód słońca
Kiedy czytałam Janion, przypomniałam sobie, że w Europie nie zawsze tak bezlitośnie rozprawiano się z wiarą pogańską. Jeden z papieży wydał nawet kiedyś bullę, w której zaznaczał, że w trakcie chrystianizacji nie należy niszczyć pozostałości pierwotnej religii, ale je “wchłaniać”, naturalizować i wykorzystywać dla krzewienia chrześcijaństwa. Zastosowano to bodajże do Externsteine, kompleksu skał wapiennych w Niemczech, na skraju Lasu Teutoburskiego, które jeszcze dziesiątki tysięcy lat temu były miejscem kultu wędrownych plemion łowieckich, a później służyły mnichom chrześcijańskim.

Externsteine od strony jeziora
Dopiero zaczynam czytać Słowiańszczyznę. Ale to bardzo inspirująca lektura.