“Piękna i bestia”
… Jeana Cocteau z 1947 roku. „La Belle et La Bête”. La et La.
Po raz pierwszy baśń spisała w 1740 roku Mme Gabrielle-Suzanne Barbot de Villeneuve - ku uciesze dworu. Wersja ta potępiała kontrakty małżeńskie, w których kobiet nie pytano o zdanie wydając je zamąż. W nieco późniejszej – i najlepiej znanej - wersji z 1756, guwernantka młodych Angielek, Mme Jeanne-Marie Leprince de Beaumont opowiedziała tę baśń rozsądniej. Jeśli kobieta pogodzi się ze swoim losem - a pogodzi, jeśli prawdziwie kocha i szanuje ojca - to nie tylko zdoła pokochać narzuconego sobie małżonka, ale dzięki swym kobiecym cnotom może nawet zamienić potwora w przyzwoitego i całkiem miłego człowieka. Jeśli na dodatek jest on bogaty (a zwykle bywa), to tym większa osłoda ucywilizowania troglodyty. Odpowiednio ubrany może nawet uchodzić za przystojnego.
W 1947 roku Jean Cocteau opowiedział tę historię jeszcze inaczej. Proces tworzenia, czyli zamiana besti w księcia, jest możliwa tylko dzięki artystycznej sublimacji. Piękna, to obiekt kontemplacji. Piękna, to źródło fizycznej i duchowej ekscytacji. Piękna, to inspiracja. Piękna, to nagroda. Cocteau nie interesuje się więc Piękną, tylko Bestią. W tej wersji nie ważne, w jaki sposób Piękna oswoi się z Bestą. Ważne za to, jak Bestia zmieni się dzięki inspiracji Pięknej. Bo dla Cocteau Bestia jest Piękną. Najpiękniej oświetlnonym. Najpiękniej pokazanym. Ukochanym. „La Belle et La Bête” to hołd miłości reżysera dla jego głównego aktora - Jeana Marais.