Na tropie Wańkowicza [Romana J. subiektywny ogląd świata]
Wbrew piętrzącym się obowiązkom, choć czując, że kradnę czas poważniejszym sprawom, napiszę kilka zdań w blogu. Skończyłem bowiem czytać “Zupę na gwoździu” Wańkowicza i przymierzam się do kolejnej jego książki. Refleksje mam w związku z tym dwie.
Pierwsza refleksja jest nawet dość aktualna, bo przyszło mi do głowy, że Wańkowicz pół wieku temu był tym, kim obecnie jest dla czytelników Kapuściński. Zdaję sobie sprawę z ułomności tego porównania i nie będę tłumaczył się z oczywistych różnic. Widzę jednak na tyle dużo podobieństw, że będę przy swoim zdaniu obstawał.
Druga refleksja jest taka, że dziwnymi drogami odkrywam twórców literatury, którzy po bliższym poznaniu prowokują mnie do pytania “Dlaczego nie odkryłem go wcześniej?”. Jednym z takich był na przykład Marek Hłasko. A było to na początku liceum, kiedy w rozmowie z A., nie pamiętam już na jaki temat, pojawił się Marek Hłasko w ten sposób, że A. relacjonował mi jak w jakiejś audycji […]
Zrodlo informacji
Oryginalny artykul na:
http://blogfrog.pl/index.php/go/Mzk3NTY5NQ::/Na-tropie-Wankowicza