Kino: Siedmiu samurajów
Akira Kurosawa to moja absolutna miłość. Jego niezwykłe, bardzo japońskie filmy cechuje taki ładunek wartości humanistycznych, że wielokrotnie porywano się na ich przeróbki. Remake Siedmiu samurajów jest najbardziej znany (Siedmiu wspaniałych). Ale były też inne: Rashomon (1950) to The Outrage z Paulem Newmanem, Za garść dolarów (1964) w reżyserii Sergio Leone powstał zaś na podstawie filmu Kurosawy Straż przyboczna (1961). Zresztą Kurosawa też czerpał z tradycji westernowej - co widać w scenach samurajskich “pojedynków w samo południe” i specyficznej atmosfery panującej w miasteczkach, które pokazuje.
Oglądaliśmy kiedyś Siedmiu samurajów w towarzystwie góralskiej rodziny, która bardzo żywo kibicowała japońskim chłopom, ale największą radość sprawiało im to, że ci Japończycy biegają “prawie na golasa”. Nie jestem pewna, czy humanistyczny przekaz opowieści dotarł do tych widzów. Być może jednak potrzebna jest do odbioru tych filmów pewne doświadczenie w dziedzinie innych kultur i tolerancja, to z czym ma zamiar walczyć nasz nieoceniony MENister G.
Treść znają pewnie wszyscy, choćby z Siedmiu samurajów, którzy są dość dokładnym remakem, choć oczywiście w zmienionej rzeczywistości. Mieszkańcy biednej wioski podejmują dramatyczną decyzję o przeciwstawieniu się bandzie rabusiów i morderców, którzy co roku napadają na nich po zbiorach. W tym celu postanawiają wynająć ronina. Jedyne wynagrodzenie, jakie chłopi mogą zaoferować, to skromne wyżywienie.
Kilku chłopów wyrusza na poszukiwanie pomocy. Spotykają niejakiego Kambei (Takashi Shimura), samuraja, który nie bacząc na nędzną zapłatę podejmuje się tego trudnego zadania zadania. Wyszukuje on pięciu innych roninów, wśród których jest też Kikuchiyo, wieśniak udający samuraja (Toshiró Mifune, kolejna moja miłość). Niestety, nie zostaje on zaakceptowany przez resztę i wlecze się za nimi w tyle, by w końcu wykazać swoją wartość i zostać przyjętym do szlachetnego grona.
Film jest pełen scen komicznych i tragicznych, ale największe wrażenie robi zakończenie. Trzech spośród siedmiu wojowników stoi nad grobami poległych towarzyszy, a wieśniacy, dla których ponieśli oni tak wielką ofiarę, dawno już o nich zapomniawszy, sadzą ryż… Bo wiadomo, chłop jest chłopem, i choćby gwoździe z nieba leciały, a świat zmieniał się nie do poznania, dla chłopa ważna jest ziemia i plony, a śmierć jest równie naturalnym składnikiem życia jak zasiewy i zbiory.
Przynajmniej tak było przed dopłatami. Teraz ważne są dopłaty. A plony się zaorze…

