Archive for the 'Japonia' Category

Makimono

Makimono oznacza po japońsku jakąś rzecz do zwijania, japońskie i chińskie obrazy na papierze lub jedwabiu, bardzo długie i wąskie, nawijane na wałki, jak nasze mapy geograficzne, przeznaczone do oglądania na stole, w przeciwieństwie do kakemono, przeznaczonych do powieszenia na ścianie.

Treścią makimono jest zwykle ilustracja powieści, podania, poematu lub też panoramicznie się rozwijający krajobraz.

Moje kino: Rashomon

Kolejny film z listy filmów, które coś dla mnie znaczą. Tym razem znów japoński, znów Kurosawy i znów z Toshiro Mifune. Film opuścił biurko montażysty w 1950 roku i od tego czasu należy do najlepszych filmów japońskich, a może i światowych. Mifune dostał za niego Oscara (nagroda honorowa się to nazywało), był nominowany w innych kategoriach, a na Festiwalu w Wenecji dostał 2 nagrody, dla Mifune i dla Kurosawy. Film o relatywizmie prawdy, o tym, że prawda nigdy nie jest jedna, a ludzie nikczemni czasem nie są wiele gorsi od pozornie szlachetnych, a niezależni od ludzkiej nikczemniści - zawsze jest światełko nadziei.

W ruinach świątyni Rashomon (Wrota Demonów), w grupie wędrowców, drwal opowiada dziwną historię. Otóż niedawno na leśnej polanie znalazł zwłoki samuraja. Policja złapała potencjalnego bandytę (Tajomaru, grany przez Mifune), który zeznał, że spotkał na tej polanie samuraja z żoną, która oczarowała go na tyle, że zgwałcił ją, a samuraja zabił w honorowym pojedynku.

Zeznania żony są jednak zupełnie inne. Podobno bandyta po zgwałceniu jej odszedł, a ona - pod wpływem pogardy jaką okazał jej mąż - zabiła samuraja.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie duch zabitego samuraja, który opowiada zupełnie inną wersję. Mówi, że to kobieta zażądała od bandyty, by zabił jej męża, jednakże Tajomaru odmówił i odszedł. Wowczas samuraj popełnił samobójstwo.

Na domiar złego drwal opowiada jeszcze inną wersję. Według niego to kobieta podjudza mężczyzn, którzy zachowują się niehonorowo, do walki, a gdy bandyta zabija samuraja, ucieka z Tajomaru.

Podróżni rozchodzą się, a drwal zabiera ze sobią znalezione w ruinach, podrzucone niemowlę. Symbol nadziei.

Język japoński

Język japoński, którego najdawniejsze zabytki piśmienne powstały ok. 400 n.e. jest prawdopodobnie spokrewniony z rodziną języków ałtajskich. Tworzy i odmienia wyrazy za pomocą składania ich i przyrostków. Pod względem składni pokrewny mandżurskiemu, również etymologicznie, w każdym razie koreańskiemu.

Z narzeczy wybiło się wcześnie „Yamato”, stając się językiem literackim, w przeciwieństwie do powstałego w XV w języka nowojapońskiego, nasiąkłego wpływami chińskimi. Jest to język ubogi w samogłoski.

いろはにほへと
ちりぬるをわか
よたれそつねな
らむうゐのおく
やまけふこえて
あさきゆめみし
ゑひもせす

i ro ha ni ho he to
chi ri nu ru wo wa ka
yo ta re so tsu ne na
ra mu u wi no o ku
ya ma ke fu ko e te
a sa ki yu me mi shi
we hi mo se su

Japończycy używają różnych układów znaków (Iroha - powyżej), składających się z 48 znaków podstawowych, wzorowanych na piśmie chińskim. Najbardziej rozpowszechnione: „Katakana” i „Hiragana”.

Kino: Siedmiu samurajów

Akira Kurosawa to moja absolutna miłość. Jego niezwykłe, bardzo japońskie filmy cechuje taki ładunek wartości humanistycznych, że wielokrotnie porywano się na ich przeróbki. Remake Siedmiu samurajów jest najbardziej znany (Siedmiu wspaniałych). Ale były też inne: Rashomon (1950) to The Outrage z Paulem Newmanem, Za garść dolarów (1964) w reżyserii Sergio Leone powstał zaś na podstawie filmu Kurosawy Straż przyboczna (1961). Zresztą Kurosawa też czerpał z tradycji westernowej - co widać w scenach samurajskich “pojedynków w samo południe” i specyficznej atmosfery panującej w miasteczkach, które pokazuje.

Oglądaliśmy kiedyś Siedmiu samurajów w towarzystwie góralskiej rodziny, która bardzo żywo kibicowała japońskim chłopom, ale największą radość sprawiało im to, że ci Japończycy biegają “prawie na golasa”. Nie jestem pewna, czy humanistyczny przekaz opowieści dotarł do tych widzów. Być może jednak potrzebna jest do odbioru tych filmów pewne doświadczenie w dziedzinie innych kultur i tolerancja, to z czym ma zamiar walczyć nasz nieoceniony MENister G.

Treść znają pewnie wszyscy, choćby z Siedmiu samurajów, którzy są dość dokładnym remakem, choć oczywiście w zmienionej rzeczywistości. Mieszkańcy biednej wioski podejmują dramatyczną decyzję o przeciwstawieniu się bandzie rabusiów i morderców, którzy co roku napadają na nich po zbiorach. W tym celu postanawiają wynająć ronina. Jedyne wynagrodzenie, jakie chłopi mogą zaoferować, to skromne wyżywienie.

Kilku chłopów wyrusza na poszukiwanie pomocy. Spotykają niejakiego Kambei (Takashi Shimura), samuraja, który nie bacząc na nędzną zapłatę podejmuje się tego trudnego zadania zadania. Wyszukuje on pięciu innych roninów, wśród których jest też Kikuchiyo, wieśniak udający samuraja (Toshiró Mifune, kolejna moja miłość). Niestety, nie zostaje on zaakceptowany przez resztę i wlecze się za nimi w tyle, by w końcu wykazać swoją wartość i zostać przyjętym do szlachetnego grona.

Film jest pełen scen komicznych i tragicznych, ale największe wrażenie robi zakończenie. Trzech spośród siedmiu wojowników stoi nad grobami poległych towarzyszy, a wieśniacy, dla których ponieśli oni tak wielką ofiarę, dawno już o nich zapomniawszy, sadzą ryż… Bo wiadomo, chłop jest chłopem, i choćby gwoździe z nieba leciały, a świat zmieniał się nie do poznania, dla chłopa ważna jest ziemia i plony, a śmierć jest równie naturalnym składnikiem życia jak zasiewy i zbiory.

Przynajmniej tak było przed dopłatami. Teraz ważne są dopłaty. A plony się zaorze…

Fudżijama

(Tekst na podstawie wspomnień podróżniczych Jana Kowalewskiego, pocz. XX wieku, w większości zacytowany dosłownie.)

Hokusai i piękna góra

Hokusai, mając lat siedemdziesiąt sześć, wykonał jedno z największych swoich arcydzieł: ,,Fuji Hyakkei” czyli „Sto widoków Fudżi”.
Kilka zamieszczonych tutaj zdjęć z drogi dookoła podnóża Fudżi nie oddaje nawet w części piękna i harmonii tej cudownej sylwety, wyrastającej samodzielnie z rozległej, jałowej równiny i nie wyczerpuje efektów, które natchnęły starego Hokusai do stworzenia swych stu nieśmiertelnych drzeworytów.

Z każdego miejsca, o każdej porze roku, dnia, niemal w każde] chwili monumentalny stożek Fudżi napawa oko i serce innym wrażeniem. Dziś cała góra płonie jasną aureolą wschodzącego z poza niej słońca.
Światło przelewa się przez jej grzbiet i nasyca swoim ciepłym drganiem przezroczyste, jak kryształ, różowe powietrze poranka. To znów całkowicie osypana śniegiem, jak duch opiekuńczy czuwa nad swymi wyspami i patrzy na dalekie zadyszane statki, prujące wody oceanu, albo przegląda się kolejno w spokojnych turkusach jezior, którymi wysadzone jest

UWAGA; Wszystkie nazwy geograficzne i wyrazy japońskie są podane w pisowni japońskiej ,,romaji”.
Litery należy wymawiać jak łacińskie z wyjątkiem następujących kombinacji:

ji — jak dżi
ch— jak cz
sh — jak sz
o — długie o

Fudżijama jest najpopularniejszą górą na całym świecie, dzięki sztuce japońskiej, której służy za niewyczerpane źródło natchnienia. Motyw Fudżi spotyka się niemal na wszystkim co jest japońskie, na porcelanach, fajansach, wyrobach z laki, drzeworytach, rzeźbach, inkrustacjach, tkaninach itd.

Nazwa

Nazwa Fuji ma kilka znaczeń, jak wszystko zresztą w tym kraju homonimów, i oznacza: „nieporównane”, „nieśmiertelne”, życiodajne”, „uczone”. Pochodzenie tej nazwy nie jest ustalone.
Najprawdopodobniej pochodzi ona od jakiegoś ajnoskiego pierwiastka, który potem uległ fonetycznym zmianom. Dziś najczęściej zwą ją Fuji san (san — po chińsku pan) lub Fuji no yame (yame — po japońsku góra). Lud okoliczny po prostu tytułuje ją ,,O Yame” — czyli „szanowna góra”.

Geografia i geologia

Fudżi stanowi środek łańcucha gór, zwanego Łańcuchem Wulkanicznym Fudżi. W wiekach średnich, aż do XIV wieku, Fudżi była czynnym wulkanem. Dziś wygasła, jak wiele innych, sąsiadujących z nią wulkanów Futago, Koma-ga-take i innych. Ostatnia erupcja Fuji miała miejsca w roku 1707 — 1708, w okresie historycznym Hoei. Podczas tych wybuchów powstał na południowym jej zboczu wtórny stożek z kraterem, który obecnie narusza regularność zarysów Fuji. Garb ten, od nazwy okresu, zwie się Hoei-Zau. W kraterze Fudżijamy leży śnieg i tylko z nielicznych szczelin na krawędzi sączy się para, dostatecznie gorąca, aby na niej móc ugotować jajko. Krawędź jest poszczerbiona i nierówna. Najwyższym punktem krawędzi jest szczyt Kenga-mine, wznoszący się na 3785 metrów ponad poziom morza.U stóp Fuji leżą liczne jeziorka i płynie bystra, pełna niebezpiecznych progów skalnych Fuji-gawa.

Turyści i pielgrzymi

Wejście na górę nie przedstawia większych trudności. Na szczyt prowadzi kilka ścieżek, podzielonych na stacje ze schroniskami. Wejście na górę trwa 10 godzin; obejście krateru 2, a zejście 3 godziny — tak, że jeden dzień wystarczy, ażeby zwiedzić Fudżijamę. Zwykle jednak zwiedzający i pątnicy, gdyż wycieczka na Fudżi uważana jest za pewnego rodzaju religijną pielgrzymkę, zostają na górze na noc, nocują na 7-ej lub 8-ej stacji, ażeby widzieć z góry wschód słońca nad oceanem. Zwyczaj ten nazywa się „Goraiko”. Obrazuje on ciekawą stronę duszy japońskiej, w której prawie zawsze piękno natury powoduje odruchy religijności. Pielgrzymki wszelkiego rodzaju niezwykle rozpowszechnione w Japonii, żadna jednak z nich nie wywołuje tego szczególnego wzruszenia, jakie budzi widok pątników w białych płaszczach, mozolnie wdrapujących się na ostrą, zaśnieżoną pochyłość Fudżi. Patriarchalności dodają im długie kor-go-zue, kije, na których opierają się, pomagając swym starym, zesztywniałym nogom. A potem, po przenocowaniu na prostych matach, rozesłanych na ziemi w prymitywnych barakach, zastępujących schroniska, tłum białych postaci oczekujących najwspanialszego widoku Japonii. Wreszcie nieziemskie piękno wschodzącego słońca i ta komunia z życiodajną gwiazdą na szczycie kryształowym góry, gdzieś ponad zakrytą mgłami ziemią daleką i niewidoczną. Jest legenda, że ziemia, którą za dnia znoszą na stopach schodzący pielgrzymi, wraca co noc z powrotem pod górę na miejsce, skąd została poruszona.

Rok rocznie na Fudżi wchodzi koło 20 tys. ludzi i to w ciągu lipca i sierpnia, które są najdogodniejsze pod względem temperatury i pogody. Zimą nie próbowano się wedrzeć na ten śniegowy stożek ze względu na panujące jakoby w górze silne wichury, niebezpieczne dla podróżnika. Pierwszy raz wdrapał się na Fudżi w zimie pewien młody Amerykanin w styczniu 1923 roku. Był to prawdziwy ewenement sportowy dla prasy Tokijskiej. Według relacji Amerykanina, droga była łatwa i pogoda znakomita. Ciekawym był fakt, że nawet przewodnik goriki odmówił przy 5-ej, czy 6-ej stacji od Gotemby dalszego wchodzenia. Do niedawna kobietom nie było wolno wchodzić wyżej, niż do 8-ej stacji, pierwsza złamała ten obyczaj Angielka, Lady Parkes, w 1867 roku. Na południowych stokach Fudżi założył w XII wieku tereny myśliwskie Yoritomo, pierwszy szogun z rodu Minamoto. Na terenach tych na początku XX wieku znajdował się poligon artyleryjski.

Legendy

Z górą Fudżi związanych jest dużo podań. Niegdyś, kiedy była jeszcze czynną, jako wulkan, była ona symbolem namiętnej miłości.Później związano z nią podanie o eliksirze wiecznego życia. Dziś według wierzeń miejscowych, górę Fudżi zamieszkuje bogini, zwana „Kono hana saku ya hine”, co znaczy „księżniczka, która każe kwitnąć pąkom drzew”.

Krajobrazy

Fudżi leży nad starym szlakiem Kioto — Tokio, łączącym zachodnie prowincje ze wschodnimi, to też nie ma Japończyka, któryby nie znał Fudżijamy zbliska. Droga, okalająca Fudżi u jej podnóża, jest zwiedzana równie często jak i szczyt góry i każdy bardziej charakterystyczny widok na Fudżi nosi specjalną nazwę: „Sakasa Fuji” czyli „odwrócona Fudżi” oznacza Fudżi odbitą w wodach jeziera Ha-kone. „Kagami Fuji” czyli „zwierciadło Fudżi” - tak samo. Z dokładnego odbicia Fudzijamy jest znane jezioro Kawaguchi w południowej swojej części. „Hidari Fuji” czyli „lewa Fuji” zwie się widok na górę z okolicy wsi Nango, gdzie - dzięki gwałtownemu skrętowi drogi - podróżny idący z Tokio do Kioto, widzi górę z lewej, a nie z prawej strony drogi. „Kage Fuji” czyli „cień Fudżi” oznacza cień góry padający o wschodzie słońca na mgły i chmury spowijające podnóże Fudżi. Z Tokio w pogodne dni widać szczyt Fuji, ale tylko z niektórych miejsc. W dawnym polskim poselstwie na Azabu-Ku była na piętrze ubikacja z wąskim okienkiem, wychodzącym na zachód. Z tego okienka widać daleki śnieżny szczyt góry. Autor tego artykułu, Jan Kowalewski, pisał na początku XX wieku o admiratorach pięknych widoków, którzy przesiadywali o zachodzie słońca w jasne dnie długie chwile w tym szczupłym lokalu skromnego przeznaczenia, ażeby przez lornetkę napawać się różowym cudem widniejącym na błękitno fioletowem tle wieczornego nieba.

Ostatni rzut oka na Fudżi

Odjeżdżających z Jokohamy długo żegna zawieszony w powietrzu, jakby oderwany od ziemi i zawieszony wysoko na niebie „Sa-kasa ogi” — „odwrócony wachlarz” Fudżijamy. Gdy statek mija przylądek Suposaki i, wziąwszy wschodni kurs, wypływa na pełny ocean, wybrzeże zatoki Sagami znika, a horyzont zaciera się mgłami. I tylko ponad szarzejącą linią, która znaczy daleki już ląd japoński, bieleje jak duch opiekuńczy widmo Fuji-no-Yamy.

Na podstawie tekstu Jana Kowalewskiego, I poł. XX w.

Literatura japońska

Na jej czele stoją dwa dzieła historyczne, napisane chińskimi ideogramami: „Kojiki” („Dzieje starożytne”, ukończone w r. 712 n.e., sięgające od doby bogów i bohaterów aż do 628 n.e.) i „Nihongi” (ilustracja po prawej) („Roczniki japońskie”, ukończone w r. 720, sięgające r. 696)

Wy­nikiem ruchu narodowego był zbiór pieśni „Manyoshu” („dziesięć tysięcy listków”, przez Yakamochi, 759, nieukończony). Przykładami dawnej liryki japońskiej są „Kokinshu” („Dawne i nowe poezje”), w których najwybitniejszymi poe­tami są Narihira (825—880) i Tsurayuki (882— 946), jeden z redaktorów, jako autor „Tosanikki” („Dziennik z Tosa”), również pierwszy japoński prozaik, posługujący się pismem japońskim.

Krótkie poezje japoń­skie przybrały formę pięciowierszową, zwaną „tanka” (5 + 7 + 5 + 7 -f, 7 zgłosek), dalszym jej zwężeniem „haikai” (haiku) (5 + 7 + 5 zgłosek.)

Pierwszymi pomnikami epiki były romantyczne „Monogataris” (X—XIII. w.); jeden z najpierwszych: „Ise-Monogatari” opowiada losy poety Narihira; najsławniejszy to „Genji-Monogatari” pani Murasaki Shikibu (ok. 1000) (ilustracja po lewej) , kla­syczne arcydzieło prozy japońskiej. Rodzajem epopei ludowej jest „Heike - Monogatari” (XIII. w.).

Liryka i epika upadają w XVII wieku, ustępując ruchowi literacko-naukowemu. Na miejsce buddyjskiej mistyki i scholastyki średniowiecza, pod wpływem chińskim, powstaje neokonfucjanizm, przechodzący podobne koleje jak nowa środkowo-europejska filozofia tych czasów.

Ihara Saikaku (1642-93)toruje drogi powieści, a na szczyt wznosi ją Kyokutei Bakin (1767—1848). Głównymi przedstawicielami działalności krytycznej, zwiastującej nadejście odrodze­nia, są Karno Mabuchi (1697—1769) i jego uczeń Motoori Norinaga (1730—1801).

Dramat, wywo­dzący się z komicznych intermediów w religij­nych misteriach szintoistycznych oraz z wzorów chińskich rozwija się szczególnie w XVII i XVIII w. Japońskim Szekspirem i Molierem zarazem jest Chikamatsu Monzaeuion (1653-1724). Uprawiane są też tzw. „no”, zbliżone do dawnych oper europejskich (sięgające X. w., do szczytu dochodzące w XV. w.), oraz deklamacyjne „Joruri”, a także teatr marionetek.

Modernizm japoński rozpoczął się ok. 1880 pod wpływem europejskim, zwłaszcza an­gielskim. Tłumaczy się autorów obcych, Tsubouchi Yuzo (piszący pod pseudonimem Tsubouchi Shoyo, po prawej), powieściopisarz i poeta dra­matyczny, pisze rozprawę o duchu literatury powieściowej, a Toyama Masakazu, Yatabe Ryokichi i Tetsujiro Inouye wydają swe „Poezje w nowym stylu” (Shintaishisho).

Kawakami, za­łożyciel „Soshi Shibai” („Młoda scena”) prze­kształca teatr japoński na wzór europejski. Nowo­czesna literatura filozoficzna i naukowa znajdują się wówczas pod wpływem europejskim, choć, zwłaszcza w środowiskach buddyjskich, przejawiają się dążenia do nawiązani łączności z tradycją narodową.

Sumo - zmagania gigantów - cz. III i ostatnia

Notka poprzednia na temat sumo

Sumo jest zawodem, fachem przekazywanym z ojca na syna. Fachem wymagającym, ale dobrze opłacanym i szanowanym. Jego wykonywanie wiąże się z różnymi chorobami zawodowymi, powoduje kontuzje, czasem skraca życie. Zapaśnicy, którzy odchodzą z czynnego sportu, często zakładają restauracje, bo ich imiona wabią klientów.

Znawcy dopatrują się w sumo elementów zen, jak pisze Stanisław Tokarski, uważają je za “praktyczny zen”. Trwające sekundy starcie poprzedza przygotowanie, kiedyś nawet 45-minutowe, obecnie skrócone do 15 minut. W czasie tego przygotowania zawodnicy wprowadzają się w odpowiedni stan, podchodząc do siebie, sypiąc wokół solą dla oczyszczenia, stają w rozkroku, przenosząc ciężar ciała z nogi na nogę. Odwracają się do siebie tyłem i oddają medytacji, a to oznacza, że czekają na muga (”nie-myśl”, chińskie wu-mien). Gdy nadchodzi odpowiednia chwila, ścierają się z okrzykiem i po krótkiej walce, wyjątkowo tylko zakłócanej uwagami sędziego, jeden z nich zwycięża, przewracając przeciwnika na klepisko ringu lub wypychając go poza okrąg. Żaden z sumatori nie może okazać triumfu czy niezadowolenia, bo wszak uosabiali przez te kilka sekund walczących bogów, a nie wypada bogom zachowywać się jak ludzie. Bywa, że walkę przegrywa yokazuna - to powoduje u widowni wielką radość - w górę unoszą się setki poduszek.

Ring znajduje się na wysokiej na 70 cm platformie, budowanej każdego roku, z narodzinami nowego życia, od nowa; od nowa też ring jest błogosławiony przez kapłana shinto. Wnętrze platformy wypełnione jest ubitą słomą ryżową, która amortyzuje upadki ważących nieraz ponad 150 kg zawodników. Sam ring ma średnicę 5 metrów i pokryty jest zbitą ziemią. Dach nad ringiem symbolizuje niebo i osłania zawodników od blasku reflektorów; słupy, na których się wspiera, oznaczają cztery pory roku, a kolor sznurków zwisających z dachu symbolizuje aktualną porę roku.

Wielkie turnieje sumo (basho), odbywające się 6 razy w roku, goszczą 4 duże japońskie miasta: 3 razy Tokio (styczeń, maj, wrzesień), Osaka (marzec), Nagoi (czerwiec) i Kiusiu (październik). Przepisy są proste i niezmienne do wieków: należy wypchnąć przeciwnika za gliniany krąg lub go przewrócić. Faule się właściwie nie zdarzają, więc sędzia ma zwykle mało roboty; czasem przerywa walkę, by zawodnik mógł poprawić strój czy fryzurę.

Fryzura bowiem ma szczególne znaczenie - jest skomplikowana i trudna do utrzymania w ferworze walki, a jej kształt ma odróżniać sumatori od zwykłych ludzi i yokazunów (fryzura zwana ichomage) od innych, niższych rangą sumatori (fryzura chomage). Znane są przypadki, gdy zapaśnik musiał zarzucić uprawianie sumo, bo… był łysy. Póki jednak jest z czego upiąć kucyk na czubku głowy, zawodnik może walczyć.

Zawodnicy podzieleni są na grupy. Najwyższa ranga, makeuchi, obejmuje yokazunę i 3 inne kategorie mistrzowskie (sanyaku): mistrzowie (ozeki), mistrzowie juniorów (sekiwake) i przedmistrzowie (komusubi). Sygnałem do walki w tej grupie jest wachlarz biały. Do tej rangi zaliczają się też maegashira (starsi ringu) - wachlarz bialo-czarny. Druga grupa seniorów (makushita) obejmuje walczących na znak wachlarza biało-niebieskiego.

Strój “galowy” yokazuny waży 20 kg - jak pisze Stanisław Tokarski: “godność wielkiego mistrza waży wiele”. Na pas biodrowy yokazuna zakłada fartuch sięgający stóp, ale tylko z przodu. Jedna z legend mówi, że mocarny Akashi stając przed obliczem cesarza zawstydził się swej nagości i przykrył się ściągniętym z drzewca sztandarem.

Część paradna turnieju opisana jest ze szczegółami i zawsze przebiega tak samo, nawiązując do wojskowej tradycji sumo. Turniej rozpoczyna narracja spikera, który przypomina wyczyny sławnych wojowników, a zwycięzca dostaje w nagrodę łuk. Turniej zamyka ceremonia łuku (yumitori-shiki).

Za zwycięstwami i porażkami sumatori stoi wiele lat treningów. Zwykle zaczynają jako dzieci, synowie sumatori lub chłopcy wynalezieni w terenie przez specjalnych “łowców”. Czasem problemem jest waga - za mała - więc jedzą dużo, często popijając piwem. Jadłospis zawodowca otoczony jest tajemnicą. Treningowi siłowemu i sprawnościowemu towarzyszą masaże i nacieranie olejami, ale również trening duchowy, owo “strojenie ducha”, zyskiwanie mantry czy - jak powiedziałby psychoterapeuta - masowanie wyobraźni. Zarówno w walce jak w treningu sumatori można odnaleźć typową pozycję ptaka, na ugiętych nogach, z charakterystycznym wychyleniem do przodu. Pozycję, która przypomina, że sumo jest walką starożytną, z czasów, gdy człowiek był blisko związany z przyrodą i by z nią współgrać, czy wygrać, musiał ją naśladować.

Sumo budzi zachwyt jednych, niesmak u innych. W świecie zachodnim, gdzie anorektyczne modelki konkurują urodą z wieszakami na ubrania, często ceni się tylko standardowy, szczupły wygląd, a to jest sprzeczne z ideą walki gigantów. Nie starając się dostrzec piękna w tradycji, w nawiązaniu do przyrody, czy wreszcie w religijnych odniesieniach tego sportu, mówimy o jego zawodnikach “tłuściochy”. Ciekawe jednak, że piękno “walk gigantów” często dostrzegają dzieci - znajdując w nich nawiązanie do wspaniałych legend o walkach, po których zło ustępowało dobru, a ciemność jasności; niezłomni rycerze walczyli, by dowieść swego męstwa lub w obronie niewinności. Uczmy się zatem od dzieci - one widzą więcej.

Na podstawie: Stanisław Tokarski: “Ruchowe formy ekspresji filozofii Wschodu”, Glob, Szczecin, 1989

Keywords: sumo walki wschodu sztuka walki zen filozofia sport japonia tradycja samuraj sumatori ceremoniał ring zapasy

Sumo - zmagania gigantów - cz. II

Notka poprzednia na temat sumo

Prawdziwy rozkwit sumo nastąpił po 1185 roku, kiedy to zapasy te stały się niezwykle przydatnym treningiem bojowym, a w czasie postojów - rozrywką. Sumo cieszyło się tak wielkim uznaniem jednak tylko do XVI wieku, kiedy to importowana z Portugalii broń palna, dotychczas tu nie znana, zupełnie zmieniła strategię walki. Nie liczyła się już tak bardzo indywidualna odwaga, której dowodzi się w potyczce i pojedynku. Nie liczyło sie wrażenie, jakie robiło błyskawiczne starcie gigantów. Sumatori stracili też pozycję dworskiej straży przybocznej szoguna i związane z nią apanaże.

Sztuka zapaśnicza zaczęła upadać, usuwając się w pobliże buddyjskich świątyń, gdzie mistrzowie przyjmowali wyzwania i toczyli walki za pieniądze. W tym też mniej więcej czasie zaczęły się pierwsze walki uliczne, które jednak wywoływały tak silne emocje, że wkrótce całkiem ich zakazano (1648). Jednakże nie zlikwidowało to turniejów ulicznych, a jedynie zepchnęło je “do podziemia”. W 1684 roku zakaz cofnięto, a stało się to po pokazie samuraja Ikazukiego Gondaiyu. Pozostałością zakazu była jedynie konieczność licencjonowania walk.

Wielki pożar Edo (1657), w którym giną tysiące Japończyków, hamuje rozwój sumo, ale nie na długo. Sumatori mieszkają na umownych “ziemiach sumo” wokół świątyń lub wędrują, rozsławiając zapasy po całym kraju. Z czasem pojawiają się też sumatori-akrobaci, występujący na jarmarkach. Wkrótce sławę sumo przypieczętowuje znana dobrze tradycja jarmarkowa: pamiątki. Portrety mistrzów, karty do gry, marionetki - jak pisze Stanisław Tokarski - “Sumo zyskuje jarmarczną “ikonografię”.

Z czasem pojawiają się “stajnie” sumatori, utrzymywane przez bogatych mecenasów tej tradycji. Podobieństwo do stajni konnych zwiększa obyczaj spisywania rodowodów najlepszych sumatori. Wg tradycji największym z nich był żyjący pod koniec XVIII wieku Tanikazo.

Pod koniec XIX wieku sumo wyrusza na podbój świata. Zapaśnik Hitachiyama Taniemon odwiedza Roosevelta, inni prezentują tę starodawną japońską tradycję w innych krajach. W 1909 roku powstaje w Tokio stadion sumo - na 13 tysięcy widzów, który jednak pada ofiarą pożaru już w 1917 roku. Mniej więcej w tym czasie powstaje Japońska Organizacja Sumo. Sumo przestaje być obrzędem, tańcem, walką i zabawą - staje się sportem.

Hitachiyama Taniemon
(1874-1922)

Sumatori w Chicago w 1907 roku (Hitachiyama piąty od lewej)

(źródło obu zdjęć: niemiecka Wikipedia)

Na podstawie: Stanisław Tokarski: “Ruchowe formy ekspresji filozofii Wschodu”, Glob, Szczecin, 1989

Keywords: historia sumo walki wschodu sztuka walki zen filozofia sport japonia tradycja samuraj sumatori ceremoniał ring zapasy

 

Sumo - zmagania gigantów - cz. I

Walka sumo

Nazwa “sumo” pochodzi od słowa “bronić się”, choć do XII wieku wymawiano je sumai, a znak mai oznacza taniec; według niektórych słowo sumo powstało od wyrażenia su no mai - taniec bez kostiumu.

Wprawdzie początki sumo giną w mrokach przeszłości, jednakże większość badaczy zgadza się, że pierwotnie zapasy te miały charakter obrzędowy (shinai ozumo). Do najstarszych legend o sumo należy opowieść o początkach dynastii Yamoto, kiedy to bóg Takemi-kazuchi-no zwyciężył Takemi-no kami. Kronika japońska (Nihongi, 722) opisuje walkę sumo, która odbyła się na dworze władcy Suinina, gdzie podobno Sukune zabił Kehayę kopniakiem łamiąc mu żebra.W księdze Gempei seisuki (XIII w) opisano, jak książę Korehito (850-880) został władcą Japonii w wyniku walki olbrzymów: Natora i Yoshiro.

Wiadomo, że w wieku VIII walka olbrzymów była rozrywką dworską (sumai-no-sechi). Od roku 824 dworskie turnieje rozgrywały się 16 dnia miesiąca. Dworskie sumo zepchnęło na dalszy plan sumo obrzędowe, choć są miejsca, gdzie do dziś można znaleźć ślady dawnych walk świątynnych. Jednym z takich miejsc jest świątynia Hakui, w prefekturze Ishikawa, gdzie turniej, mający zapewnić urodzaj, odbywa się pod koniec września. W świątyni Mikami Somoku, w prefekturze Shiga, turniej sumo ma charakter wróżebno-dziękczynny i jest pozostałością toya-sumo (sumo rytuałów wróżebnych).

Sumo pobudzało wyobraźnię i pączkowało w całą gamę walk i zabaw o charakterze widowiskowym. Jedną z odmian było sumo noworodków (konaki-sumo). Niemowlaki układa się w kręgu naśladującym ring i porusza nimi, naśladując ruchy sumatori. Inną odmianą tych “zapasów” jest sumo marionetek, w czasie którego niemowlęta przyglądają się zmaganiom lalek, a zwycięża niemowlę, które zapłacze pierwsze.

W tokijskiej świątyni Kamo rozgrywane jest inne sumo taneczno-obrzędowe. Jest to sumo wron (karasu-sumo). Znawcy twierdzą, że tzw. sumo wron przypomina rytuał shinto dana. Połączeniem sumo obrzędowego i lalkowego jest hitori-sumo, które do dziś zachowało się na wyspie Omishime, w świątyni Oyamazumi. Uważane jest za relikt sumo jarmarcznego, o którym wzmianki znajdują się w tekstach z XIV wieku. Zabawnym elementem tego pokazu jest to, że performer jest tylko jeden; stając na rękach i na nogach, przegrywając i wygrywając na przemian, naśladuje walkę przeciwników, przechylając szalę zwycięstwa na tę “stronę”, na którą widownia stawia więcej pieniędzy.

Na podstawie: Stanisław Tokarski: “Ruchowe formy ekspresji filozofii Wschodu”, Glob, Szczecin, 1989

Keywords: historia sumo walki wschodu sztuka walki zen filozofia sport japonia tradycja samuraj sumatori ceremoniał zapasy