4 4 4
Otworzył oczy.
Jeszcze niedawno, kiedy balansował na granicy świadomości, było cudownie. Ciepła, delikatna bryza wiejąca od morza rozwiewała mu włosy, zaś na twarz spadały krople rozkosznie ciepłej wody… Świeciło słońce i wszystko wydawało się tak piękne i nierealne, że aż prawdziwe.
Rozejrzał się dokoła siebie.
Udało mu się odkryć, skąd te niemal rzeczywiste doznania we śnie. Na szafce, przy łóżku, stał włączony wentylator, zaś na suficie było mnóstwo zacieków. Z jednego z nich ciągle kapała na dół wodę, z częstotliwością około półtorej kropli na sekundę. Ciepło pochodziło z całkiem innego źródła - na jego klatce piersiowej drzemał wielki kot, co chwila wydychający powietrze w kierunku jego twarzy.
Przy akompaniamencie wściekłego miauku, skrzeczenia i rozbijanych mebli oraz innych przedmiotów podniósł się szybko z łóżka. Kot spojrzał na niego z wyrzutem, fuknął coś niezrozumiałego i oddalił się czym prędzej zadzierając zaczepnie ogon do góry.
Rozejrzał się po pomieszczeniu. Nic specjalnego - jakiś zagracony pokój w typowym polskim m3. Potrząsnął głową. I właśnie wtedy zadał wreszcie to sakramentalne pytanie:
-Co ja tu do kurwy nędzy robię…!? I skąd się tu wziąłem?
Uchylone drzwi pokoju uchyliły się jeszcze bardziej.
Do pokoju weszła kobieta. Była na swój sposób interesująca i pociągająca, ale tak naprawdę nie był w stanie opisać, jak wygląda. Poza jednym szczegółem - proste, czarne włosy, sięgające do ramion…
-Zadałeś słuszne pytanie. Liczysz na odpowiedź, jak mniemam?
-Kim jesteś?
-Jestem… Nieważne. Gdybyś nie był wczoraj tak pijany, to byś pamiętał.
Zastanowił się. Nie pamiętał nic. Kompletnie nic. Nie pamiętał nawet, jak się nazywa.
-Ale czy… czy my… no wiesz…
Roześmiała się.
-A jaki jest pożytek z zalanego w trupa faceta? Zastanawiałeś się kiedyś?
-Nie…
-No właśnie.
-Więc dlaczego?
Spojrzała mu prosto w twarz. Jej świdrujące spojrzenie zdawało się prześwietlać całą jego duszę.
- Lubię się bawić ludźmi… - powiedziała cichym, demonicznym szeptem.
Odskoczył i podbiegł do okna. Chciał je otworzyć.
-I co zamierzasz zrobić? Wyskoczyć? Z szóstego piętra? Półnagi? Na śnieg? Nic to nie da. Zresztą… Nie zamierzam ci nic robić. Możesz się przydać.
Zaczął sie cofać. W jego umyśle kołatała się tylko jedna myśl: “jak najdalej od niej, jak najdalej…”.
Uderzył plecami o ścianę. Wiedział, że teraz już nie może uciec. Był w pułapce. Otworzył szeroko oczy. Chciał krzyknąć.
Uderzenie w twarz go otrzeźwiło. Otworzył oczy. Pochylało się nad nim kilka twarzy. Wszystkie, bez wyjątku zasłonięte maskami chirurgicznymi.
-Co się dzie… - chciał zapytać, ale głos ugrzązł mu w gardle.
-Uspokój się… Spokojnie, nic się panu nie stanie, wszystko będzie w porządku, w jak najlepszym porządku…
-Nie chcę! Odejdźcie! Nie znowu…
Obraz rozmazał się, a potem rozpłynął. Leżał na własnym łóżku.
-To tylko sen. To tylko sen. To tylko sen… - powtarzał sobie…
Wstał i poszedł do kuchni. Zegarek wskazywał piątą czterdzieści trzy. Zajrzał do lodówki i wyjął z niej kilka jajek. Położył je na stole. Wyjął z szafki olej. Po chwili na patelni skwierczała jajecznica.
Umył się, ubrał i wyszedł do pracy. Po drodze mijał setki osób. Na żadną z nich nie zwrócił większej uwagi. Do czasu.
Nagle pod jego nogami pojawił się ogromny czarny kot. Był pewien, że już gdzieś go widział… Rozejrzał się. Ulica była pusta. Po prawej stał blok z numerem 444. Miał dziesięć pięter. Na szóstym zobaczył otwarte okno. Kot wciągnął się na jego nogę i zaczął go drapać.
-Czego ? - zapytał zwierzaka. Ten spojrzał na niego szeroko otwartymi, kocimi oczami. W takim spojrzeniu można utonąć. I utonął. Nagle stracił przytomność.
***
Zaczęło padać. Deszcz nie był tu czymś niezwykłym. W tym rejonie był czymś mniej więcej tak pospolitym, jak powietrze. Gdyby można go było wykorzystać jako surowiec handlowy, okolica ta miałaby na niego monopol. Bezapelacyjny.
Drzewa chyliły się ku ziemi. Gdyby były choć trochę cięższe, z pewnością zapadłyby się pod ziemię. Chyba, że nauczyłyby się pływać w błocie.
Dominowała cisza i spokój.
Z sielskim i deszczowym krajobrazem kłócił się wielki, biały budynek z zakratowanymi szybami i wzmacnianymi drzwiami. Był na nim numer 444. W środku mieścił się zapomniany przez Boga i ludzi szpital psychiatryczny.
Leżał w jednej z sal, na łóżku. Ciągle powtarzał coś, jakby “Spokojnie. Będzie dobrze. Będzie dobrze…”
Przeszłość
Zdołał zobaczyć tylko błysk światła. Dom z numerem 444 rozpadł się na drobne kawałeczki. Nie pozostało nic. A w środku byli ludzie.
-Ewaaaaaaaaaaaaaaaaa! - krzyczał. Nikt nie odpowiadał.
Kiedy strażacy przyjechali na miejsce, stwierdzili, że to był wybuch gazu.
Jeden z nich podszedł do niego:
-Przykro mi z powodu pańskiej siostry…
Milczał.
-Chcę zostać sam - powiedział.
Kiedy wrócił do domu, rzucił się na łóżko i zaczął płakać. Tak, jak jeszcze nigdy. Ani wtedy, kiedy był dzieckiem, ani żadnego innego dnia.
Teraźniejszość
- Wstawaj pan, bo mandat wlepię za spanie na ławce!
Ocknął się. Zobaczył nad sobą twarz strażnika miejskiego.
-Co pan tu robisz? Bezdomny nie jesteś, przecież widzę. Na ławkach się nie śpi!
-Przepraszam, ja… straciłem świadomość.
-A dużo się dzisiaj wypiło?
Popatrzył na strażnika.
-Mogę już iść? - zapytał.
-Nikt pana nie zatrzymuje. Dokumenty tylko poproszę, muszę sprawdzić. A potem już może pan iść.
Wygrzebał z kieszeni dowód osobisty i podał strażnikowi. Potwierdził swoje dane. Odebrał dowód. Schował go do kieszeni. I odszedł.
Ruszył w kierunku bloku. Chciał nacisnąć domofon. Niepotrzebnie. Drzwi były otwarte.
Wszedł na klatkę schodową. Wchodził coraz wyżej, aż znalazł sie na szóstym piętrze. Pod jednymi z drzwi siedział czarny kot. Ten sam, którego widział wcześniej. Podszedł do nich i nacisnął dzwonek. Otworzyła mu starsza kobieta.
-O co chodzi? - zapytała.
-Pani kot… chyba chce wejść do środka.
-I tylko dlatego pan tu przyszedł? Ech… skoro już pan jest, to niech pan wejdzie. Znam pana. Często pan tu bywa.
-Ja? Przecież jestem tu dopiero pierwszy raz!
-Proszę, niech pan wejdzie - powiedziała.
***
Kuchnia pachniała dziwnie. Nie miała zapachu żadnej z kuchni, które pamiętał.
-Przychodzi tu pan często. Wiem dlaczego. Nie może pan zapomnieć o Ewie.
-Skąd pani wie o mojej siostrze? - zapytał podrywając się od stołu i nieomal wylewając herbatę.
-Każdy tutaj wie. Tutaj czas się zatrzymał. Wszyscy żyjemy w pożyczonym czasie. Ona też.
-Ona też tu jest?
-Tak. Mieszka piętro wyżej. Ale… proszę tam nie iść, dobrze? Nie dzisiaj, nie teraz…
Milczał. Chciał zapytać dlaczego, ale wszystko wymykało się logicznym klasyfikacjom.
Rozległ się dzwonek do drzwi.
-Pójdę otworzyć - powiedziała kobieta i wyszła. Po chwili wróciła z jakąś młodą, czarnowłosą dziewczyną.
-To moja wnuczka, Helena. Też często wpada, żeby mnie odwiedzić.
Spojrzał na nią. Było w niej coś pociągającego. I coś… dziwnie znajomego.
-Przywiozłam ci trochę wina, babciu - powiedziała stawiając butelkę na stole.
Starsza kobieta spojrzała na niego:
-Napije się pan z nami?
Wahał się. Coś się nie zgadzało. Coś było nie tak. Ale Ewa… Skoro mieszka wyżej, może się czegoś o niej dowie…
-Z chęcią.
***
Czas płynął szybko. Kolejne butelki wina pustoszały. Po pewnym czasie poczuł senność.
-Pościelę panu w gościnnym - powiedziała staruszka i zataczając się lekko wyszła z kuchni.
Helena spojrzała na niego.
-Wiesz, co się jutro zdarzy, prawda?
Nie zrozumiał. To było dziwne. A alkohol krążący w jego żyłach jeszcze bardziej go otumaniał.
-Dlaczego ciągle to powtarzasz? Ja się tobą bawię, niszczę cię powoli, a ty tu ciągle wracasz… To już przestaje być zabawne. Zabawa ludzkim żalem i cierpieniem…
-Kim… jesteś…? - zapytał.
-To nieistotne. Jestem… jestem czymś wyższym. Poza zrozumieniem zmysłowym. A ty ponownie dałeś się nabrać na sztuczkę z kotem. A teraz… Dobranoc.
Powiedziawszy to spojrzała mu głęboko w oczy. Utonął. Nic już nie pamiętał.
Rano obudził się w jakimś zagraconym pokoju w zwykłym m3. Mógł przysiąc, że przed chwilą czuł morską bryzę na twarzy…