Archive for sierpień, 2007

wybory strachu

I czworonogi staja na tylnych łapach. Czego się nie robi dla żarcia i ze strachu. Stanisław Jerzy Lec (pierw. de Tusch - Letz, 1909-1966)

jeszcze nie tak dawno napisałem o tym, że nie jest przesądzone czy w przyspieszonych wyborach ( o ile takowe będą a wychodzi na to, że tylko PiS ich chce) Prawo i Sprawiedliwość […]

Indianie

Image Hosted by ImageShack.usWedług szmanów Ameryka Północna nigdy nie była lądem niezamieszkanym. Zaistniała, gdy pierwsi ludzie wygramolili się na jej powierzchnię z innych światów, leżących wewnątrz ziemskiej macicy, albo spadli ze światów równoległych, które istniały ponad niebem. Niezależnie od miejsca zamieszkania – na skalistych wybrzeżach, na rozległej bezkresnej równinie, w lasach Północnego Wschodu czy na pustyniach Południowego Zachodu – członkowie każdej grupy mieli jakąś konkretną duchową ojczyznę, miejsce, w którym istniały niezbite dowody na ich pochodzenie.

Archeolodzy poszukujący śladów pierwszych kultur Ameryki Północnej natrafili na paleniska, kości i datowane na ponad 10 tysięcy lat kamienne narzędzia. Niewątpliwie pozostawiły je plemiona myśliwskie, których przodkowie przewędrowali w czasie ostatniej epoki lodowej z Azji do obu Ameryk w ślad za mamutami i dużą zwierzyną łowną.

W czasie ostatniego zlodowacenia poziom wód morskich obniżył się tak bardzo, że obszary dzisiejszej Syberii były połączone z Alaską pomostem lądowym określanym czasem jako Beringia. Zanim obszar ten został ponownie zalany przez wody morskie, łowcy prawdopodobnie wielokrotnie przemieszczali się w górę i w dół Beringii. W głąb obu Ameryk zapuszczano się bardzo powoli. Jednakże już około 10 tysięcy lat temu ludzie dotarli do niemal każdej części obu kontynentów.

Pije Kuba do Jakuba

Aleksander Kwaśniewski - na wolności. Leszek Miller - na wolności. Leszek Balcerowicz - na wolności. Eksperci od sprzedaży PZU - na wolności. Mafia paliwowa, mafia węglowa, mafia energetyczna, mafia drogowa (nowość!) - niewinni. Czy zatrzymanie kilku urzędników państwowych, co miało miejsce w dniu wczorajszym, dotyczy spraw strategicznych dla naszego państwa… czy też jest to gra rozdających karty politycznego zniewolenia? Gdzie podział się polski interes narodowy?

Pociąg sterowany przez Windows: co by było, gdyby…

Dnia 25.08.2007 ukazał się na gazeta.pl artykuł następującej treści:

“(…)w drodze do Warszawy pociąg dwa razy nieoczekiwanie stawał z powodu awarii. Na jednej ze stacji zablokowały się wysuwane schody. Obsługa uspokajała, że usterki zostaną szybko naprawione. Część pasażerów bluźniła na czym świat stoi, reszta niemal tarzała się ze śmiechu. Postój trwał kilkanaście minut. Później wysiadła elektronika. W komputerach zawieszał się system Windows i trzeba było je na nowo uruchamiać. Już w Warszawie okazało się, że z instalacji drzwi pneumatycznych uciekało sprężone powietrze.”

Instalacja Windowsa w pociągu okazała się kaczką dziennikarską, jednak stała się pretekstem do żartów na grupie dyskusyjnej pl.misc.kolej. Oto jeden z nich, napisany dnia 31.08.2007 przez użytkownika przedstawiającego się światu jako “Tomasz Wójtowicz”:

“System Windows odebrał sygnał radiostopu, czy chcesz zahamować?”
[TAK]
“Wprowadź 46-znakowe hasło administratora”

[…]

(W trybie administratora)
“Windows needs your permission to continue”
[OK]

(System przysypia na 2 minuty)
“Wystąpił błąd w module BRAKES.DLL, hamulce w pociągu są niesprawne. Jeśli problem będzie się powtarzał, skontaktuj się ze sprzedawcą”

——————————————

“Czy chcesz włączyć obwody Wysokiego Napięcia?”
[TAK]
“Wystąpił błąd #105: Za niskie napięcie 2999V zamiast wymaganych 3000V.”

——————————————

(pociąg zatrzymał się przy peronie)
“Czy chcesz otworzyć drzwi?”
[TAK]
“Proszę czekać, trwa aktualizacja IE do wersji 8.1.104542″

——————————————

(po wymianie pantografu)
“Wykryto nowe urządzenie”
(10 min. freeze)
“Pantograf standardowy lub Microsoft Natural Pantograph”
(10 min. freeze)
“Brak sterownika do obsługi urządzenia.”

——————————————

(przy prędkości 160 km/h)
“Można teraz bezpiecznie wyłączyć komputer”

Słów kilka od autora

Usiadłem na chwilę żeby złapać oddech między tym i owym, wypić gorącą herbatę, pomantrować z paluszkami, jak radziła serdeczna znajoma i nie-pomyśleć.
Siedzę sobie, minutki biegną gładko, bez stresu. Za oknem szaro, ponuro, jesiennie, a u mnie cieplutko i filiżankowo. Posiedzę tak z godzinkę, pozwolę żeby opadł ze mnie cały zabiegany tydzień, potem wyjmę ze schowka walizkę i spakuję się. Maszynka do golenia, aparat fotograficzny, laptop, buty do chodzenia, ubranie do ubrania, lekarstwa do lekowania. Pakowanie nigdy nie zajmuje mi wiele czasu dwadzieścia minut wystarczy, jakoś zawsze wiem, co i ile powinienem zabrać. Potem wyślę parę listów, zamknę komputer i rozkołyszę się sennie, żeby rano być wypoczętym i rześkim. Pierwszy raz jadę do sanatorium. Jadę, bo nie chcą mnie leczyć, tylko chcą żebym wypoczywał, nabierał sił, mają stracha wziąć się dalej za mnie. Mszczą się decyzje podjęte jakiś czas temu, jak się okazuje błędne, przychodzi mi za nie teraz zapłacić. Dobrze, że to moje własne, za cudze jakoś nie specjalnie chciałbym. Cóż wrócę silniejszy, spokojniejszy, tylko jakoś tak dziwnie mi. Po pierwsze przyzwyczaiłem się do was, czy się odzywacie czy nie, wiem, że jesteście. Nie macie pojęcia jak ciepła jest to wiedza. Po drugie zdaje się, że jestem uzależniony od internetu, nie tylko rozmów jakie prowadzę z nieznajomymi przyjaciółmi w magicznych okienkach, ale w ogóle. Diabli wiedzą czy tam będzie sieć. Po trzecie i najważniejsze, jadę sam. Niby nic niezwykłego zawsze jeździłem na wędrówki sam, tym razem jednak nie chcę. Ogólnie jakoś nie chcę być ze sobą sam. Obiecałem, że nadrobię fikcyjne pisanie, poza nim same wiersze i las pachnący jesienią, no i jeszcze to, na co mam skierowania, znaczy zajęcia obowiązkowe.
Jakiś dziwny spokój ogarnął mnie w tej całej sytuacji, w tych wszystkich myślach, na tak i na nie. Tak jakby życie toczyło się obok, a ja się temu przyglądam ciepłym wzrokiem, jaki zarezerwowany jest dla serdecznego przyjaciela. Może złapałem dystans…, tylko do czego? Tak czy siak gdybym fizycznie czuł się tak jak mam się psychicznie byłoby cool. Co potwierdzają faceci ze szkiełkiem, jak mówi moja ukochana.
 No nic moi drodzy idę się pakować, jakby nie było ode mnie słowa żadnego przez czas jakiś to znaczy, że podziwiam Podlasie nie, że zniknąłem w krainie wielkich łowów. A gdyby jednak to reporter terenowy donosi :) Trzymajcie się ciepło.

Światowy dzień bloga

Z okazji światowego dnia bloga chciałbym serdecznie pozdrowić moją rodzinę, w szczególności Olę, Kaśkę, Darka, Magdę, Martynkę, Bona i Didi (chociaż z Didi nie mieliśmy jeszcze okazji się poznać)!

Pozdrawiam również mieszkańców Krakowa i Niepołomic!

efiel

Ucz się matole religii w szkole!

Jako że po krótkiej przerwie powróciłem (niespodziewanie nawet dla samego siebie) do pracy w szkolnictwie, zacząłem swoim zwyczajem znów bliżej przyglądać się szkolnemu otoczeniu. No i od razu widzę co się dzieje i co się święci. Na sam początek: w każdej polskiej szkole istnieje z nieznanych mi bliżej przyczyn bliska korelacja pomiędzy takimi wydarzeniami jak rozpoczęcie roku szkolnego, a uroczysta Msza Święta. Dlaczego akurat Msza Święta, a nie mecz piłki nożnej nauczyciele-uczniowie, zabawa taneczna albo oglądanie filmu o II wojnie światowej (wszak to okolice 1. września) - pomimo długich rozmyślań do teraz pojąć nie mogę. Padło jednak tak, że jak jest rozpoczęcie roku, to musi być koniecznie msza święta. I biada nauczycielom (a tym bardziej uczniom), co się na niej nie stawią. Iść trza.

Aby jeszcze bardziej ubezczelnić ten proceder, część szkół zamiast zamówić mszę w godzinach popołudniowych, zaczyna rok szkolny od mszy, a dopiero po niej odbywa się właściwe rozpoczęcie roku szkolnego. Oczywiście, we wszystkich ogólnodostępnych informacjach podaje się jedynie “UROCZYSTOŚĆ ROZPOCZĘCIA ROKU SZKOLNEGO ROZPOCZNIE SIĘ OD MSZY ŚW. W KOŚCIELE PARAFIALNYM PW. ŚW DOMINIKA O GODZ. 9:00″. Informacji kiedy naprawdę rozpoczyna się uroczystość dla osób nie chcących uczestniczyć w mszy szukać próżno. Zatem oprócz jednoczesnego wystepowania uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego i Mszy Św. mamy drugie zjawisko: jedność i nierozerwalność obu wydarzeń.

Że na wszystkie ważniejsze imprezy zapraszany jest naczelny klecha, przyzwyczaiłem się już tak dawno, że aż mnie to nie razi. Wali zwyczajowe przemówienia na rozpoczęcie i zakończenie roku, dzień nauczyciela i szkolną gwiazdkę. Rzadko kiedy ma coś ciekawego do powiedzenia, ale mówi. A ludzie słuchają z zapartym tchem. Bo to nie byle kto mówi, to ksiądz! Oczekuję z wytęsknieniem czasów, kiedy ludzie zaczną bardziej interesować się tym CO ktoś mówi niż tym KTO to mówi. Ja chyba już tego nie dożyję.

Religii w szkole uczyłem się od drugiej klasy SP. Traktowałem to jak każdy inny przedmiot, na który się chodziło bo było trzeba. Jako że wówczas należałem jeszcze do osób poszukujących swojej duchowej tożsamości, nie czułem potrzeby wypisania się z tych zajęć i tej potrzeby nie miałem aż do końca liceum. Zresztą nikt jej nie miał. Zarówno w SP jak i w liceum na religię uczęszczało 100% mojej klasy. Oczywiście zawse traktowało się to troszkę po luzacku, bo do średniej się to nie liczyło, ale im starszy byłem, tym bardziej malał w moich oczach autorytet księdza jako osoby będącej duchowym przewodnikiem. Sztywne stanowisko kościoła w wielu sprawach nie uwzględniające wielu sytuacji życiowych w których czasem niektóre reguły po prostu trzeba nagiąć aby żyć godnie i szczęśliwie bolało mnie coraz bardziej. I z dzisiejszej perspektywy nie widzę żadnego rozsądnego powodu, aby zmuszać ludzi do chodzenia na religię do szkoły.

Dlaczego piszę “zmuszać”? Bo są zmuszani. Chodzą, bo muszą. Bo wszyscy chodzą. Rodzice nie chcą podpisać papierka bo wstyd. Zresztą kościół od kilkunastu wieków umiejętnie manipuluje ludźmi w taki sposób, że ci nawet nie wiedzą, że są manipulowani. Prawdziwa wiara ze świadomego wyboru to niezmierna rzadkość, ale ludzie twierdzący że taką wiarę mają to znów zjawisko dość częste. Młodzi ludzie chodzą na religię, bo wierzą, że tam poznają bliżej Boga. Ale co to za lekcja kiedy 3 uczniów chce poznać Boga, a 27 pozostałych chodzi na religię bo tak wypada i tylko przeszkadza w lekcji?

Teraz, kiedy religia staje się de facto przedmiotem obowiązkowym (nie czarujmy się że dla trzech uczniów w szkole dyrektor będzie tworzył grupę z etyki; prędzej zmusi ich jakoś do chodzenia na religię) i traktowanym jak każdy inny w szkole (no, prawie) problemy te narastają. Młodzież nie chcąca chodzić na religię ale z różnych powodów uczęszczająca na te zajęcia, poczuje jeszcze większy dyskomfort psychiczny, będąc zmuszonym do mówienia rzeczy niezgodnych z własnym przekonaniem i bycia jeszcze ocenianym i rozliczanym z tego. No, ale tak to już jest w Katolandzie. Mamy wszak 95% katolików, prawda? Tylko że są to tacy katolicy jak ja albo niektórzy moi znajomi o podobnym stosunku do rytuałów religijnych też w statystykach uwzględniani są jako “wierzący”. Fikcja górą, a ty ucz się matole religii w szkole.

Rozpusta po męsku

blondi.jpg Nawiązując do poruszanego już przez nas tematu „ jak powiedzieć kobiecie nie”.

Nie ma nic bardziej budującego niż odmówić kobiecie zwłaszcza takie z wyższej półki.
Hipotetycznie każda laska, która uważa się za Bóg wie co, z powodu naszych gorszych i mniej doświadczonych braci w płci, rozpieszczana ich wzrokiem i pewna siebie zawsze dostaje to czego chce.

I Tu trafia na szaco faceta. Postawisz mi drinka? (a potem po 2 minutach odchodzi do swojego stolika bo naciągnęła kolejnego frajera na darmowy napitek, a ty pozostajesz z głupkowata mina udając ze nic się nie stało) Postawisz mi drinka ? nie dzięki już pije, i ot jakby dostała 100 kilowym młotkiem, Panowie nie ma nic lepszego niż widok tej zadufanej w sobie szesnacho - siedemnachy (to już można czy jeszcze nie?) po czymś takim.
Jak ma przyjść to przyjdzie i bez drinka, a szaco facet nie stawia:) - jeżeli już to tylko wtedy kiedy sam tego chce.

Analogiczna sytuacja ma się w związku, tam odmawianie jest naszym żelaznym obowiązkiem, wszak nie można ulegać, bo raz dasz palec a potem cała rękę…(to w ich stylu) i w gruzach legną twoje wyjścia z kumplami na piwo czy panienki. Nawet jak masz ochotę na schabowego i zona proponuje ci takowego na obiad to i tak trzeba odmówić w myśl zasady „kobiecie odmawiamy nawet pod woda”

Jeszcze inaczej ma się sprawa w łóżku, gdzie za często nie wolno odmawiać, bo można nabawić się impotencji, ale od czasu do czasu wolno Taka odmowa zazwyczaj kończy się pytaniami w stylu.: co jestem za gruba albo to już ci się nie podobam? Nawet jak wygląda jak DZej LO czy inna Paris to nigdy nie zaszkodzi jak jeszcze trochę o siebie zadba, wszak kobity w przeciwieństwie do nas nie powinny osiadać na laurach swojego wygórowanego ego…

Czy polska demokracja jest zagrożona?

Od wczoraj wszyscy dziennikarze, a za nimi także część społeczeństwa (ta, która myśli i nie boi się swoich poglądów wypowiadać na głos) zastanawiają się nad odpowiedzią na powyższe pytanie. I chyba trudno się temu dziwić, po wydarzeniach ostatnich dni/tygodni.

Nerwowość na scenie politycznej jest coraz bardziej widoczna, do tego kampania wyborcza nabiera rozpędu (pisałem już o tym, czego możemy się po niej spodziewać). To wszystko bardzo utrudnia spokojne rozwiązywanie problemów. PiS wije się niemiłosiernie, próbując do końca pokazywać społeczeństwu, że walczy z mitycznym “Układem”. Chyba nikt nie zastanawia się już nad tym, czy zdecydują się poświęcić Zbigniewa Ziobrę. Widać bowiem, że postanowili iść w zaparte. Premier znów wymachuje palcem w różne strony, wskazując, kto jeszcze jest sprzymierzeńcem “Szarej Sieci” tudzież “Korporacji i Netłorków” (ciekawe, czy pamiętaliście jeszcze te określenia). Platforma przygląda się temu wszystkiemu nieco z boku i nie kryje nawet swej radości. Oczywiście musi te wydarzenia komentować i muszą to być opinie negatywne, jednak wygłaszane są bardzo spokojnie (może nawet troszkę zbyt spokojnie), chyba nawet z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Do tego dochodzi jeszcze cała reszta, która krzyczy coś o stalinizmie, bolszewikach i innych, równie groźnie brzmiących rzeczach.

Tytułowym pytaniem zakończył się wczorajszy program “Co z tą Polską” Tomasza Lisa. Głosowano smsami, więc grupa ankietowanych nie była reprezentatywna. A wyniki? Dość łatwe do przewidzenia: 88%: TAK, 12%: NIE.

Osobiście udziału nie brałem, gdyż nie przepadam za niemożnością uzasadnienia swoich poglądów, a w tym przypadku uzasadnienie jest wręcz konieczne. Jakiej odpowiedzi bym zatem udzielił? Otóż uważam, że polska demokracja NIE JEST zagrożona. Bynajmniej nie dlatego, że podoba mi się to, co wyczynia dzisiejsza władza, nie dlatego, że ufam Zbigniewowi Ziobrze czy Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wierzę (być może troszkę naiwnie) w bezpieczeństwo polskiej demokracji, ponieważ wiem, że to nie władza jej zagraża, lecz społeczeństwo (ignorancją, brakiem dojrzałości i postaw obywatelskich). Mam wrażenie, że Polacy wydorośleli troszkę przez ostatnie dwa lata, zaczęli interesować się nie tylko koniuszkiem własnego nosa, ale także tym, co ich otacza, co dzieje się w polityce. Wystarczy spojrzeć choćby na liczbę aktywnych blogów politycznych i na liczbę ich czytelników. Mam nadzieję, że udowodnimy tę naszą dojrzałość w nadchodzących wyborach…

PS. Pamiętajcie, że nawet oddanie nieważnego głosu jest lepsze, niż nieoddanie żadnego.

Nie ma to jak kobieca intuicja

Po całym zamieszaniu z zażywaniem narkotyków, ogoleniem głowy czy rozstaniem z Federlinem, Britney napewno chce odbić sie od dna, na którym cały czas spoczywa. Lecz tak naprawdę nic z tym nie robi i sama jest temu winna.

Całkiem niedawno Timbaland zaproponował dawnej królowej muzyki POP, napisanie dla niej i Timberlaka wspólnej piosenki. Britney zgodziła się. Timbaland zamknął się w studiu i pracował. A wiadomo że ten genialny gość potrafi napisać hit w 5 minut. Także sukces tej piosenki był murowany. Kilka dni po przygotowaniu tekstu i muzyki oboje wykonawców miało się spotkać w studiu, lecz genialna Britney godzinę przed odlotem zadzwoniła i powiedziała że jednak dziękuję za tą propozycję. No po prostu szlag mnie trafia. Jak tak można? Dlaczego nie chciała nagrać tej piosnki? Bo Justin miał z nią śpiewać? Okey. Ale można było to powiedzieć wcześniej i nie robić nadziei. Chciałbym widzieć minę tej pani jak usłyszy tą piosenkę na 1-szym miejscu list, tak jak to było z Umbrellą.

“Umbrella” hitem Britney?

Britney Spears odrzuciła potencjalny hit - fot. Pascal Le Segretain

Okazało się, że megahit “Umbrella” został napisany dla Britney Spears, jednak wokalistka nie przyjęła tej piosenki.

Amerykański producent muzyczny Tricky Stewart, który stworzył największy przebój 2007 roku “Umbrella” podarował go najpierw Britney Spears z myślą o jej pierwszym od trzech lat albumie.

Jak twierdzi Taio Cruz, wokalista i twórca piosenek, towarzyszył on Stewartowi w studio nagraniowym, gdy producent kończył prace nad przyszłym przebojem:

“Jak tylko to usłyszałem to powiedziałem, że to powala i muszę to mieć, a on stwierdził, że trzyma to dla Britney. Czekał, ale ludzie Britney nigdy do niego nie oddzwonili” - wyznaje Cruz.

Ostatecznie hit “Umbrella” nagrała nastoletnia gwiazda r’n'b Rihanna, która doprowadziła go na szczyty list przebojów na całym świecie, a na liście brytyjskiej spędziła na 1. miejscu rekordowe 10 tygodni.

Źródło : interia.pl

Nie będę tego komentował. Cóż, może i szkoda może i nie. Ale Britney pracują dalej nad własną płytą. Więc może są na niej piosenki, które przewyższą popularnością te które odrzuciła.