Archive for lipiec, 2007

Magdalenki

Magdalenki, zakon, założony w 1200 r. w Niemczech, mający na celu poprawę kobiet upadłych.

Obdarzony przywilejami przez papieży Grzegorza IX i Inocentego IV, rozszerzył swe przywileje na Francję (1618) i Włochy. Klasztory magdalenek istniały w Paryżu, Bordeaux, Rouen, Rzymie (założony przez Leona X), Sewilli (1550) i in. W Warszawie Magdalenki miały siedzibę przy ulicy Żytniej, założoną ok. 1860 staraniem m.in. ks. Lasockiego.

LCD zamiast plaży

Z najnowszych danych TNS OBOP wynika, że co druga polska rodzina nie wybiera się w czasie lata na wakacje. Gdyby dołączyć do tego fakt, że większość Polaków przekracza granicę naszego kraju w celu zarobkowym, wcale o wakacjach nie marząc, przedstawia nam się niezbyt kolorowy obraz rzeczywistości.

Noli me tangere!

Ponad 200 zabitych w Sao Paulo

W najbardziej zatłoczonym lotnisku w Sao Paulo rozbił się minionej nocy Airbus-320. Na pokładzie maszyny znajdowało się 176 osób.

Inkunabuły

inkunabuły (po łacinie incunabula - pieluszki, kołyska) — nazwa wprowadzona po raz pierwszy, jak się zdaje, przez Beughema (Incunabula typographiae, 1688), dla oznaczenia najwcześniejszych wytworów sztuki drukarskiej.

Inkunabułami nazywamy wszystkie druki, które się ukazały przed 1501 r. Data ta jest zupełnie dowolna, gdyż w 1500 r. w niektórych krajach europejskich sztuka drukarska wyszła już z pieluszek, gdy w innych czyniono z prasą drukarską dopiero pierwsze nieudolne próby.

Inkunabuły zwykle nie mają karty tytułowej. Data druku, miejsce wydania, nazwisko drukarza znajduje się zwykle na końcu książki, w tak zwanym kolofonie, podobnie, rzecz ciekawa, jak w książkach chińskich i indyjskich. Lecz mniej więcej 33% wszystkich inkunabułów kolofonu nie ma. W tym wypadku określenie wieku umożliwiła metoda porównania czcionek, wypracowana przez Anglika Proctora, ulepszona przez Niemca Haeblera („Typenrepertorium der Wiegendrucke”, 1905). Większe dzieła dochowały się, jak się zdaje, niemal wszystkie, natomiast zaginęło wiele tanich romansów, broszur politycznych i polemicznych ulotek. Obecnie zliczono ok. 40 000 inkunabułów. Najważniejsze kolekcje inkunabułów posiadają: Biblioteka Narodowa w Paryżu, państwowa w Monachium i Muzeum Brytyjskie w Londynie.

Ipekakuana

Ipekakuana, korzeń krzewu Cephaelis ipecacuanha z rodziny Rubiaceae. Ojczyzną tej rośliny są ciemne, wilgotne lasy Brazylii, skąd też najwięcej korzeń ten bywa wywożony. Na początku XX. wieku rozpoczęto uprawę ipekakuany w Indiach (Sikkim, Dardżiling).

Korzeń rośliny jest cienki, pomarszczony i pokrzywiony, zawiera alkaloid emetynę, kwas ipekakuanowy i alkaloidy: cefaelinę i psychotrynę. Ipekakuana jest ważnym środkiem lekarskim. Do celów leczniczych przygotowuje się w postaci proszku wyłącznie z kory korzenia; powinna zawierać 2% alkaloidów.

Smak ma gorzki, wstrętny; zażyta w małych ilościach działa pobudzająco na błonę śluzową dróg oddechowych; w większych ilościach sprowadza wymioty.

 

 


Baby Peggy - maleńka gwiazda Hollywood

Druga „gwiazda” dziecięca to — Baby Peggy. Zaczęła swą karierę równie wcześnie jak Jackie, bo — w 4. roku życia, kiedy jej ojciec podpisał za nią pierwszy długoterminowy kontrakt. Jej kariera zakończyła się jednak gwałtownie w 1926 roku, a dziewczynka znalazła się na hollywooodzkiej czarnej liście, kiedy jej ojciec zerwał jej kontrakt.

Jej „gra” opierała się o akcję mało skomplikowaną, w której rola Peggy nie wybiegała nigdy poza ramy jej artystycznych możliwości. Reżyser Peggy zadawalał się wyzyskiwaniem jej przyrodzonego zmysłu komizmu, jej niezwykłej żywości i jej prawdziwie dziecięcej łatwości przechodzenia od łez do śmiechu i przeciwnie.

Peggy właściwie nic nie „odgrywa”. Dopóki była zupełnym berbeciem, pokazywano ją w dwuaktówkach, w których akcja miała niewiele sensu, ale gdzie za to Baby mogła się do woli dokazywać z wielkim psem, robić koziołki, umazać w konfiturach i wreszcie — spocząć na laurach z rozkosznie róześmianą budzią. Dziecko kilkuletnie jest jak motyl, na którego wystarczy popatrzeć jak przelatuje z kwiatka na kwiatek, jak krąży w powietrzu, jak porusza skrzydełkami— ażeby mieć estetyczną rozkosz. Nie tresuje się przecież motyla, żeby wykonywał jakieś specjalne „ewolucje”. W tym odrębnym wdzięku, jaki rozsiewa wokół siebie prawie każde dziecko, leży tajemnica powodzenia dzieci na ekranie w ogóle, choćby to nie były żadne specjalne „gwiazdy”, lecz najzwyklejsze pociechy swoich mam, tatusiów i cioć, uważane zresztą zawsze przez to otoczenie za „cudowne” .

(wg Stefanii Heymanowej)

Prawdziwe dzieci Hollywoodu

Inaczej - niż w przypadku Mary Pickford (poprzedni wpis) - rzecz się ma, gdy chodzi o autentyczne „gwiazdy” dziecięce. Jedną z nich jest Jackie Coogan. Zdawałoby się, że zadanie dziecka-aktora jest bardzo łatwe: żeby osiągnąć ten sam rezultat, do którego Mary Pickford dochodziła przy pomocy swej artystycznej intuicji, niepospolitego talentu i — niewątpliwie — pracy taki małoletni aktor powinien być tylko sobą, Tymczasem okazuje się, że w początkach filmu tylko Charlie Chaplin umiał w odpowiedni sposób wyzyskać niezwykłe zdolności Jacka (,,Kid”), pozwalając mu „tworzyć aktorską kreację” w granicach jego dziecięcych możliwości.

Jackie Coogan w filmie “Chłopiec z Flandrii”

Wszystko, co Jackie robi w tym uroczym filmie, jest tylko wyrazem jego dziecięcości: czuje, że spsocił, więc ucieka co sił starczy; szuka opieki u Charlie’go, który sam jest mały i bezbronny; nie daje się zabrać przez obcych ludzi, bo kocha Charlie, który zastępuje mu rodziców itd. Równie szczery jest grając w obrazie późniejszym „Oliwer Twist”. W innych swych filmach (Złoty chłopiec, Gagatek, Chłopiec z Flandrii) Jackie jest ,,cudownym” dzieckiem, tj. dzieckiem, które „gra jak stary”.

Oczywiście, do takiej tresury trzeba specjalnie podatnego materiału i nie każde dziecko — mimo wrodzonego zmysłu do naśladownictwa — tak łatwo nauczy się wyrażać swe uczucia w sposób tak patetyczny i „dorosły”. Kontrast między tym pociesznym malcem w zbyt długich spodniach, a jego minami i gestami, które zwykliśmy widywać tylko u rutynowanych aktorów — stanowi niewątpliwie sensacyjną atrakcję, pociągającą tłumy. Ale nie zawsze jest to wielka sztuka; częściej — sztuczka, oparta na wyżej wspomnianym kontraście.

Winę ponoszą reżyserzy, z którymi pracował Jackie, oraz twórców scenariuszy. Filmy te przeładowane były niezwykłymi przygodami, z których Jackie musiał zawsze wyjść obronną ręką. W tym celu obdarzano go taką liczbą zalet, że mógłby nimi obdarować kilku dorosłych mężczyzn: Jackie jest odważny, zaradny, pomysłowy, rozmiłowany w porządku i czystości, obowiązkowy, szlachetny, wrażliwy na niedolę, pełen godności, uczuciowy itd. Pytanie tylko, czy to jeszcze jest dziecko? A jednak Jackie jest niezwykle zdolny i pełen wdzięku i często człowiekowi żal, że tak niepotrzebnie wydarto się dzieciństwo, które być może warte było więcej niż te miliony dolarów, które zarobił grając w filmach.

(wg S. Heymanowej)

Władysław hrabia Zamoyski

 

Mary Pickford - fikcyjne dziecko kina lat 30-tych

Mary Pickford to aktorka, która jako chyba jedyna na świecie kobieta posiadła cudowny dar powtórnego przeżywania dzieciństwa. Dla innych ludzi dorosłych jest to raj na zawsze utracony. Obserwując dzieci, staramy się odtworzyć własne przeżycia z lat dziecinnych, ale nie umiemy już patrzeć na nie oczyma dziecka; przeżyte lata i nabyte doświadczenia mącą jasność wzroku i ukazują wszystko przez pryzmat innej psychiki. Trzeba być nie tylko wielką artystką, lecz trzeba mieć serce dziecka, ażeby tak jak „słodka Mary” móc wcielić się w te kilkunastoletnie dziewczynki i przeżywać wraz z nimi ich dole i niedole, tak szczególne i tak dla ludzi dorosłych niezrozumiałe.

Mary Pickford zarówno w wyborze swych bohaterek, jak w ich interpretacji, starała się pokazać, że radości i cierpienia dzieci nie są wcale gorszym tworzywem dla prawdziwego artysty niż przeżycia ludzi dorosłych. Ale do świata dziecięcego trzeba umieć podejść, trzeba umieć przemówić językiem, któryby znalazł tam oddźwięk. Że Mary to potrafiła, świadczy fakt, że tysiące dzieci na całej kuli ziemskiej uważają ją za swą przyjaciółkę i rówieśnicę, bliższą im niż niejedno prawdziwe dziecko, któremu „każą grać” dla ekranu.

Mary Pickford w filmie “Dziewczynka z Ostendy”

Scenariusze pisane dla Mary były najczęściej bardzo proste, pozbawione „wstrząsających” scen i niezwykłych dramatów. Z codziennych drobnych wypadków umiała ona wysnuć dość materiału do przeżyć, które dla osoby dorosłej mogą być nikłe i błahe, ale dla dziecka są pełne znaczenia i powagi, smutku i humoru, cierpienia i rozkoszy, gdyż mieszczą się w skali jego duchowego życia. Niezaprzeczoną społeczną zasługą ulubienicy świata” (drugi przydomek Mary) było zwrócenie uwagi na dziecko ubogie, dziecko ulicy, sierotę i t. p. Przedstawiając te dzieci bez żadnego patosu i obdarzając je tylko cechami wspólnymi wszystkim dzieciom, sprawiła, że stawały się od razu bliskie dla swych rówieśników wychowanych w szczęśliwszych warunkach (a z takich głównie składa się dziecięce audytorium). Wzbudzały ich zainteresowanie, sympatię i współczucie. W ten sposób wszystkie te „sieroty”, „podrzutki” Mary, Rebeki i Polianny, nie będąc bynajmniej wzorem ,,modelowych grzecznych dzieci” — przyczyniały się do rozwinięcia w młodocianych widzach poczucia społecznej solidarności i kultury uczuć.

(Stefania Heymanowa, 1926)

Keywords: kino film lata dwudzieste trzydzieste filmy dla dzieci aktorstwo Mary Pickford